Historie

ZWIERZĘTA TESTERAMI PRODUKTÓW Łukasz Wasilewski

Czy wiecie, że wielkie koncerny spożywcze testują nie tylko leki i kosmetyki na naszych zwierzętach? Okazuje się, że tak samo dzieje się z  herbatą, czekoladą, ciasteczkami owsianymi, batonikami, napojami, a także suplementami diety. Na pewno większość czytelników zada sobie pytanie – po co testuje się jedzenie na zwierzętach?

Eksperyment na mózgu kota, który został unieruchomiony za pomocą specjalnego urządzenia. Eksperyment na mózgu kota, który został unieruchomiony za pomocą specjalnego urządzenia. Źródło: Facebook.com/theBUAV

Firmy takie jak Unilever, Danone oraz Nestle przeprowadzały okrutne eksperymenty na psach, kotach, szczurach, królikach i świniach. W jakim celu? Podobno po to, aby odkryć „cudowne właściwości zdrowotne” żywności – donosi BUAV – brytyjska organizacja walcząca z wiwisekcją.

Specjaliści twierdzą, że tego rodzaju testy żywności przeprowadza się po to, by zbadać prozdrowotne właściwości danych składników gotowego produktu. Bywa też tak, że eksperymenty dotyczą szkodliwego wpływu danego produktu na organizm. Swego czasu zastosowano testy, sprawdzając popularny jogurty zawierające bakterie L.casei. A wszystko to po to, żeby określić dokładny wpływ tych bakterii na procesy trawiennie oraz rozwój mikroflory jelit.

Testowanie produktów spożywczych na zwierzętach faktycznie nie kojarzy się najlepiej. Czym to się tak naprawdę różni od testowania leków albo kosmetyków?

Przez określony czas podaje się zwierzętom (podskórnie, dożylnie lub z pokarmem) badany składnik żywieniowy. Nie podaje się zwierzętom gotowego produktu spożywczego, lecz ekstrakt, wyciąg lub proszek. W trakcie doświadczenia obserwuje się zwierzęta, a po zakończeniu dawkowania substancji uśmierca się je i bada ich organy poprzez rutynowe sekcje zwłok oraz analizy na poziomie komórkowym i molekularnym. Brzmi niewiarygodnie? 

Jakiś czas temu BUAV ujawniła szokujące szczegóły eksperymentów, których wyniki opublikowały jedne z największych korporacji produkujących żywność. Z opracowania można dowiedzieć się, w jaki sposób konkretne firmy badają te „cudowne właściwości zdrowotne żywności”.

Okazuje się, że Firma Nestle analizowała właściwości antyoksydacyjne i przeciwzapalne jagód goji. W tym celu karmiono myszy, ale też i inne zwierzaki mieszanką sproszkowanych jagód i odtłuszczonego mleka (Lacto-Wolfberry). Po siedmiu dniach karmienia wstrzykiwano im do odbytu drażniącą substancję, która wywoływała choroby jelit. Przez następne 5 dni  nadal zmuszano je do jedzenia mieszanki, a następnie zabijano  i badano ich jelita. Okrutne!

Z kolei w ramach eksperymentów Unilevera zwierzęta były zmuszane do jedzenia ekstraktu z Hoodia gordonii, afrykańskiej rośliny znanej z właściwości odchudzających. Ciężarnym zwierzętom podawano ekstrakt przez 25 dni ciąży. Dzień przed planowanym porodem zabijano zarówno matki, jak i ich płody.

Danone natomiast próbował dowieść leczniczych właściwości swojego napoju Fortasyn TM Connect, który rzekomo ma zmniejszać ryzyko zachorowania na chorobę Alzheimera. W doświadczeniu wykorzystano myszy, które zmodyfikowano genetycznie w celu wywołania u nich niektórych objawów wyżej wymienionej choroby. Przez 3 miesiące podawano im napój – w tym czasie niektóre zwierzęta zmarły z nieznanych przyczyn. Pozostałe zostały zabite, a ich mózgi badano pod kątem „poprawy” dotyczącej choroby Alzheimera.

Czy badania substancji pokarmowych z wykorzystaniem zwierząt są niezbędne?

BUAV podkreśla, że eksperymenty te są nie tylko okrutne i nieetyczne, ale zupełnie niepotrzebne, ponieważ istnieje wystarczająca ilość danych dotyczących korzyści zdrowotnych badanych produktów. Szereg analiz przeprowadzanych na zwierzętach można spokojnie wykonywać na alternatywnych modelach komórkowych (analizy in vitro). Sama logika zresztą podpowiada, że bardziej trafne jest testowanie żywności, przeznaczonej  do spożycia przez ludzi, na ochotnikach, niż na zwierzętach, które mają zupełnie inne niż my układy pokarmowe, co oznacza, że inaczej niż my przyswajają substancje odżywcze.

 
Testują chemię na zwierzętach…

Króliki, myszy, szczury, kurczaki, żaby, świnie, krowy, nietoperze, gołębie, ryby, małpy, konie, psy, koty… Gatunków zwierząt, na których przeprowadza się eksperymenty w laboratoriach, jest wiele. Zdecydowana większość z nich umiera w trakcie testów lub jest zabijana po ich zakończeniu. 

Źródło: Facebook.com/theBUAV

Testowanie kosmetyków na zwierzętach to bardzo duży problem, o którym wielu ludzi nie wie bądź tak naprawdę nie chce wiedzieć.  Behind Closed, organizacja działająca na rzecz praw zwierząt bije na alarm! Okazuje się, że co minutę zabijanych jest 219 zwierząt w laboratoriach w USA. Z wypalonymi oczami i wrzodziejącymi ranami, umierają w bólu i cierpieniu, a skala testów przeprowadzanych na zwierzętach przekracza wszelkie wyobrażalne granice.

Ze względu na silny publiczny opór przeciwko testowaniu różnych produktów na żywych organizmach, większość producentów kosmetyków zarzeka się, że nie wykorzystuje zwierząt w swych laboratoriach. Jak się więc mają ich zapewnienia do norm, które muszą spełnić? Muszą przecież udowodnić, że ich produkty nie są toksyczne i niebezpieczne dla zdrowia ludzkiego…
A na zwierzętach testowane są zarówno kosmetyki gotowe, chemia użytkowa, jak i poszczególne składniki wykorzystywane przy produkcji. Czy wiecie, że erfumy są zwykle wtryskiwane do oczu królika? Wstrząsające!  Gdy zwierzę umiera, przyjmuje się tezę, że kosmetyk nie jest bezpieczny dla człowieka. Między innymi w taki sposób sprawdza się, czy produkty nie wywołują alergii lub podrażnień.

Jeszcze bardziej okrutne są badania leków. Często celowo zaraża się zwierzęta groźnymi chorobami (np. nowotworami), by potem sprawdzać, jak reagują na dany lek i czy specyfik nie ma żadnych poważnych skutków ubocznych. Na listach firm, które dokonują tego typu procederów, są giganci farmacji i kosmetologii na światową skalę. W imię wielkich pieniędzy zezwalają na okrucieństwo zwierząt. Straszne, ale niestety prawdziwe!

Walkę z koncernami mordującymi zwierzęta możemy toczyć na własną rękę. Wybierajmy więc te produkty, które nie były testowane na zwierzętach, a są one specjalnie oznaczone (np. znaczek z królikiem)

                                                                                                                           Źródło: ekologia.pl

 

Wróć do cyklu