Wierny pies, dobry pan…

Choć nie przysięgamy swej wierności psu aż po grób, bywają takie przyjaźnie, których nawet śmierć nie rozłączy! Wiele lat naszej wspólnej historii jest na to dowodem.

Cmentarz dla psów we francuskim Asnieres, Hauts de Seine. Cmentarz dla psów we francuskim Asnieres, Hauts de Seine. Źródło: Godong/Robert Harding World Imagery/Corbis

Człowieka i psa od wieków łączy symbioza o szczególnym charakterze. Pies wnosi i oddaje człowiekowi przywiązanie bez granic, życie, jeśli zachodzi taka potrzeba i wierne, kochające serce a pan go karmi, opiekuje się… i pamięta, gdy przyjdzie czas rozstania.

Niejedna taka historia  wzruszała czytelników.

„Charakterystyczny wypadek psiej wierności wydarzył się ostatnio w Kowlu. Niedawno zmarł na anewryzm serca stróż szpitala powiatowego, który miał zwykłego, nierasowego psa, którego wychowywał od maleńkiego.

Z chwilą pochowania stróża na cm cmentarzu - nagle zniknął gdzieś i jego pies. Początkowe poszukiwania nie dały żadnego wyniku. Dopiero w trzy dni później skonstatowano, że pies wykopał dziurę na mogile swego pana i położył się w niej, nie odchodząc ani na chwilę. Ponieważ do domu wcale nie wracał, zaczęto donosić mu jedzenie na cmentarz. Pies atoli zamiast jeść, pożywienie zakopywał, aż wreszcie po tygodniu, wykopawszy jamę do samej trumny, zdechł.”

Czasem tak się układa, że człowiekowi skrzywdzonemu przez los, pies staje się najbliższą istotą.

„Będzie dwa lata, w mieścinie pod Warszawą, wegetował emeryt, urzędnik kolejowy, zwyczajny, szary. Miał żonę i dwoje dzieci. Niewiele pożądał, więc żył szczęśliwie. Ale dotknęło go palcem swym przeznaczenie: w jednym tygodniu umarła mu żona i dzieci – oboje. Został mu tylko wychowany w rodzinie od szczenięcia pies, ulubieniec dzieci. Radzili sobie we dwóch, ludzi nie szukali i razem trwali, razem dźwigając los. Aż pewnego dnia psa zabił pociąg. Człowiek-nędzarz został sam, zupełnie sam. Nie skarżył się jednak i nie płakał; zabrakło mu łez. Bez słowa zabrał ciało towarzysza, pogrzebał i – odebrał sobie życie.”

Pomijając  przypadki skrajne przywiązania psa i przywiązania do psa, właściciele wdzięczni za przyjaźń i służbę czworonożnego przyjaciela, po jego odejściu, starali się go godnie pożegnać, jak chociażby stary strzelec Dawid gdzieś w podolskim majątku, „który nie pamiętał dokładnie imion swych rodzonych siedmiorga dzieci, ale który, gdyby go w nocy znienacka obudzić i kazać wyliczyć nazwy wszystkich psów  znajdującej pod jego opieką i jurysdykcją psiarni, byłby je niezawodnie wyrecytował bez zająknięcia i bez pomyki, żadnego nie opuściwszy – choć było ich kilkanaście (…)”.

Jego ulubieńcem był piękny  ogar o fenomenalnym wietrze, dla wspaniałego głosu zwany Śpiewakiem. Pies dożył sędziwego wieku:

„W ostatnim roku życia zapadł Śpiewak na dotkliwy i nieuleczalny reumatyzm i trzeba było w końcu biedakowi skrócić męczarnie, stosując dużą dawkę chloroformu. Zakopany został Śpiewak w specjalnie obranem miejscu, w parku pałacowym. Dwóch psiarczyków zaniosło go na noszach do dołu, a pierwszy za  nim szedł stary Dawid, zasępiony, jak po utracie kogoś bliskiego, roniąc łzy na siwe, sumiaste wąsiska.

Pochowano Śpiewaka w asystencji wszystkich psów, po otrąbieniu żałobnej pobudki łowieckiej i po daniu trzykrotnej salwy honorowej z dubeltwek.”

Widać w każdym gdzieś tam tkwi nutka sentymentalizmu, nawet w twardych, nieustraszonych w bojach żołnierzach szkockich, bo w roku 1840 na zamku w Edynburgu wydzielono kawałek ogrodu na cmentarz dla psów pułkowych.

Psi cmentarz w angielskim Cambridge, na którym swoje psy grzebała angielska arystokracja. Źródło: Mary Evans Picture Library 2010 /Forum
 Pod koniec XIX wieku miasta europejskie rozrastały się, przybywało psów. W roku 1880 Jerzy,  książę Cambridge, który był nie tylko głównodowodzącym armii brytyjskiej, ale i zarządcą Hyde Parku,  na prośbę żony, polecił pochować jej ulubionego psa o imieniu Książę  w zacisznym  miejscu koło skweru Wiktorii. Bardzo się to spodobało londyńskiej arystokracji. W ciągu 25 lat znalazło tam swoje ostatnie miejsce na ziemi ponad 300 pupilów socjety towarzyskiej. Tak opisywano ten cmentarz w 1910 roku: „Wznoszą się tam niezliczone nagrobki z napisami opiewającymi żywot spoczywających tamże  stworzeń, zawierającymi wynurzenia przyjaźni, słowa wdzięczności, podziwu, a nawet nagannego pietyzmu dla zwierzęcia, których nieraz i najbliższemu bliźniemu człowiekowi odmówiono. Poniżej podajemy kilkanaście z tych napisów, które szczególnie charakteryzują stosunki zachodzące pomiędzy psami a ich właścicielami.

Na głazie z nader bogatymi ornamentami czyta się: W lubem wspomnieniu dla mej drogiej i ślicznej Lili, zmarłej dnia 7 stycznia 1900 w 14 roku życia.
Wszędzie spotyka się hołd miłości pana lub pani dla swych wiernych towarzyszów; a większa część właścicieli psów zdaje się bynajmniej nie uważać tego małego cmentarza za kraniec, na którym się wszystko kończy. I tak na jednym z nagrobków widnieje napis: Ma Chinchilla, godna uwielbienia, uwielbiająca i uwielbiana; przeszła do wieczności w lipcu 1895.
Kliku psich adoratorów znalazło pocieszenie w takiem rozmyślaniu: Są również dobrzy, jak roztropni ludzie, przeświadczeni, że dusze, które tutaj kochaliśmy, przyjdą, aby nas przyjąć, skoro sami będziemy przekraczać złotą bramę. (...)

Na jednej z kamiennych płyt ze słowami: Do widzenia Pilker, widzimy laskę uwieńczoną wężem, kąsającym się w ogon i odlatującego gołębia. Są to bez wątpienia symbole uwydatniające wdzięczne uczucia byłych opiekunów i wychowawców czworonożnych nieboszczyków, tak samo jak fuksje ze zwisającym kwieciem, jakie większą część grobów tutaj otaczają. Kwiaty i rośliny liściaste rozrastają się bujnie na tem miejscu pogrzebowym dla psów i piesków…”

Kolejną metropolią, gdzie założono cmentarz dla psów był Paryż. Tu w roku 1899 na jednej z wysepek Sekwany, zwanej Île des Ravageurs pochowano pierwsze psy. W roku 1911 było ich już ponad dziesięć tysięcy. „Cmentarz ten przedstawia oryginalny widok, ze swoją masą nieraz wspaniałych pomników, z grobami ukwieconymi – zupełnie jak na cmentarzu ludzkim. Na grobowcach widnieją napisy tego rodzaju, jak: Tutaj spoczywa mały Maguet, dobry pies, który był jedyną moją pociechą w ciągu ośmiu lat. Na grobowcu jakiejś Lydii widnieje napis: Była tak dobra, ja piękna. Była kochana tak, jak kochała sama.”

W 1987 rząd francuski uznał Cimetière des Chiens za monument historyczny. „Za przykładem Paryża i Londynu, otwarto w Berlinie cmentarz dla psów, których stolica Niemiec liczy 350.000 sztuk. Cmentarz położony jest w podmiejskim Stahsdorfie, w malowniczym miejscu nad kanałem, i czynny jest od godziny 9 do 12 i od 1 do 4. W czasie tym możne się odbywać składanie zwłok do grobu za opłatą 10, 20 i 40 marek, stosownie do rozmiarów zwłok. W środku cmentarza wzniesiony będzie alegoryczny pomnik z pisakowa ca, a poszczególne groby zdobione będą kwietnikami i nagrobkami. Cmentarz prowadzić będzie we własnym zarządzie rodzaj przedsiębiorstwa pogrzebowego dla psów, sprzedaż trumien, wieńców itp. Planowane jest również założenie krematorium, by umożliwić przechowywanie popiołów ulubieńców w odpowiedniej urnie.”

Wcześniej, bo w 1909 roku założono cmentarz w Karsbadzie. „Pierwszym mieszkańcem cmentarza był bernard, pochowany przez pewną bogatą amerykankę. Psie groby oznaczone są białymi, porcelanowymi tabliczkami. Na jednej z nich widnieje napis: Bernard Vodan, 10 maja 1896 – 4 lutego 1909. Za wierność – wdzięczność."

W Polsce pierwszy cmentarz dla zwierząt założono w 1991 roku w miejscowości Konik Nowy koło Halinowa pod Warszawą. Od początku  w pierwszą niedzielę października właściciele zwierząt tam pochowanych zbierają się, by powspominać swoich ulubieńców.

 

ŹRÓDŁA: (Wielkopolska Biblioteka Cyfrowa); Goniec Wielkopolski, nr 122/1928, 27.05.1928; St. Zaborowski: Najwierniejszy przyjaciel. W: Łowiec Polski, Nr 32/1932, s.526; Śpiewak: Łowiec Polski, Nr 29/1934,s. 578; http://en.wikipedia.org; http://www.peterberthoud.co.uk; Psi cmentarz, Łowiec Wielkopolski, Nr 23/1910,s.411- 412; Cmentarz psi. Łowiec polski, Nr 1/1911, s.15; Psi cmentarz. Łowiec polski, Nr 4/1929, s. 69; Psi cmentarz w Karlsbadzie. Łowiec Polski, Nr 7/1931.