Psy Ich Królewskich Mości...

Jedną z sympatyczniejszych słabostek monarchów był ich feblik, czyli słabość do kudłatych czworonogów, o czym świadczą anegdoty zamieszczane w prasie z przełomu XIX i XX wieku. Bywało, że rządzący twardą ręką monarcha dla swoich psów bywał panem wyjątkowo czułym i łagodnym.

Źródło: Shutterstock

W średniowieczu psim miastem nazywano włoskie miasto Mediolan. Rządzący miastem Barnaba i Galeazzo z rodu książęcego Visconti posiadali stado 5 tysięcy psów. Wierni poddani z Mediolanu byli obowiązani pilnować czworonogów w oznaczonym czasie i żywić je. Ten kto protestował mógł być pewien, że zostanie pozbawiony całego swojego mienia i wtrącony do więzienia. Tych, którzy wyrządzili psu krzywdę wieszano. Psy nosiły na obroży herb Viscontich, co obligowało wszystkich do szacunku wobec własności książęcej. Natomiast w przypadku rodu Manzonich poddani, którzy spotkali na drodze książęce psy, musieli z odkrytą głową schodzić im z drogi i pozdrawiać je słowami: „Moje uszanowanie panu psu.”

Natomiast hiszpański król Alfons XII (1858 -1885) posiadał wyżlicę, która na krok prawie nie opuszczała pana i towarzyszyła mu nawet na posiedzeniach Rady Ministrów. Król nazywał ją Fea la brutta (Szkaradna Fea). Wierne zwierzą znajdowało się też w komnacie, w której król oddał ostatnie tchnienie, a gdy królowa wybuchła głośnym płaczem, Fea wyjąc wybiegła i tak się  schowała, że nikt nie mógł jej znaleźć. Dopiero w dniu, w którym zwłoki królewskie miano włożyć do trumny, wyżlica odnalazła się, wbiegła do pokoju i rzuciła się na wielkiego ochmistrza, gdy ten dotknął rękę jej pana. Musiano ją uwiązać i dopiero wówczas złożyć ciało w trumnie. Wierna wyżlica szła następnie z pogrzebem króla z El Pardo aż do San Antonio Della Florida; jeden ze służących odprowadził ją potem do pałacu królewskiego, gdzie ukryła się zaraz w kącie i zaczęła wyć rozpaczliwie.

Charles van Loo, Maria Leszczyńska, na portrecie z ukochanym pieskiem. Źródło: Obraz Charlesa van Loo, 1747, © Corbis
Również król Francji Ludwik XIV uwielbiał psy. Wieczorem przed snem udawał się do gabinetu  w pobliżu jadalni, gdzie spały jego pupile. Karmił je herbatnikami wypiekanymi codziennie specjalnie dla psów przez cukiernika. Psy królewskie miały także stałego opiekuna z tytułem „Capitaine des levrettes de la chambre du roi”. Capitane musiał być szlachcicem.

Miłośniczką psów była również królowa Maria Leszczyńska. Podobno wstawała po kilka razy w nocy, by sprawdzić, czy jej ulubieńcom nie dzieje się krzywda. Z kolei faworytem króla francuskiego Ludwika XV był piesek rasy Kings Charles o imieniu Filou, który sypiał na karmazynowym aksamicie obramowanym złotem. Królewskie  psy nie jeździły w Paryżu inaczej, jak sześciokonnym ekwipażem, a służbie wolno było do niech przemawiać tylko przez „Vous”. Gdy zachorował piesek ówczesnej aktorki Zofi Arnould, zwany Toutou, wezwano do niego samego wielkiego uzdrowiciela Mesmera, aby zastosował do leczenia pieska hipnozę. Także żona Napoleona, Józefina miała psa, który tak był zazdrosny o swoją panią, że z wielką niechęcią pozwalał się do niej zbliżyć nawet cesarzowi.

1 2