Pies sanitariusz

Wojny dotyczą nie tylko ludzi. Psy również od wieków biorą w nich udział. Dzielnie walcząc u boku swoich przewodników. Poświęcając własne życia w ochronie życia ludzkiego. Nasi czworonożni sprzymierzeńcy walczyli nie tylko na froncie, ale także swoją pomocą zasilały służby zdrowia odszukując w polu rannych żołnierzy.

Włoscy żołnierze z psami sanitariuszami podczas I wojny światowej. Włoscy żołnierze z psami sanitariuszami podczas I wojny światowej. Źródło: © Comando Supremo, Italian Army/National Geographic Society/Corbis

Świtało. Żołnierz stał w pełnym rynsztunku i czekał na sygnał ataku. Bał się, ściskało go w dołku. Setki godzin ćwiczeń zrobiły  jednak swoje. Usłyszał strzał. Jak sprężyna wyskoczył z okopu i biegł przed siebie. Nawet nie słyszał huku pocisków  rozrywających się wokół niego. Nagle upadł, chciał wstać, nie mógł, poczuł  przejmujący ból w nodze. Zaczął się czołgać w kierunku powalonego drzewa, byle wyjść spod ostrzału. Ułożył się w jamie po wyrwanych korzeniach. Mijały godziny. Robiło się coraz ciemniej. Chciało mu się pić. Stracił przytomność. Ocknął się, gdy  poczuł na piersi ciężar a na policzku coś mokrego.  Świadomość wracała powoli. Otworzył oczy. Obwąchiwał go psi nos. Z sakwy przyczepionej do boku zwierzęcia wyjął menażkę z wodą. Po chwili wybawca zaczął szczekać, przybiegli sanitariusze z noszami,  by odnieść  rannego na tyły.

W pierwszym roku I wojny światowej w armii niemieckiej służyło 4 tysiące doskonale wyszkolonych psów do wyszukiwania rannych. Po bitwie, na ogół wieczorem psy rewirowały wyznaczony obszar, baczną uwagę zwracając na miejsca słabo dostępne, kratery, rozpadliny, jamy, zbiorniki wodne, gęste zarośla, wysokie trawy. Martwych  żołnierzy ignorowały. W przypadku odnalezienia  ofiary uczone były jednej z dwóch metod powiadamiania swoich przewodników o sukcesie: pierwszą metodą było oszczekiwanie. Pies dawał głos, wołając pana.

Drugą metodą było przyniesienie przewodnikowi jakiejś części wyposażenia żołnierza. Temu rannemu pies ściąga hełm, by zanieść go drużynowemu. Następnie, po zapięciu psa na linkę, ten doprowadzi sanitariusza do ofiary. Z uwagi na to, że pies, z braku innych możliwości, często ściągał z rannego opatrunek, wymyślono inny system. Po roku 1916 do psiej obroży dopinano zwisający aport (tzw. bringsel) o szerokości 1 cala i długości 4 cale. Całość wykonana była z dobrze wyprawionej miękkiej skóry tak, by podczas poruszania się psa nie wydawała żadnego dźwięku. Żołnierz odpinał aport i dawał psu, a ten wracał z do sanitariusza z własnym aportem w pysku.

Bohaterskie psy często trafiały do gazet. Psi weterani byli jednak rzadkością. Źródło: Żołnierz Wielkopolski 1928 Nr 19 s.8

Idea wykorzystania psów do pracy na polu bitwy zrodziła się w drugiej połowie XIX wieku, gdy okazało się, że w wyniku radykalnego zmniejszenia  populacji owiec, nie  było wiadomo, co zrobić z bardzo inteligentnymi owczarkami pomagającymi przy ich wypasie. Komuś przyszło na myśl takie skojarzenie, że skoro pies pasterski potrafi odszukać zaginioną owcę, to i powinien odszukać też człowieka. Ponieważ – jak mówiono ironicznie – Królestwo Prus stanowiło dodatek do armii,  skierowano wzrok ku sztabowi generalnemu. Pierwsze próby wykorzystania psa jako wpsarcie sanitariuszy wojskowych miały miejsce podczas konfliktu prusko-francuskiego w 1870/71 roku i wypadły pomyślnie. Armia cesarska zaczęła finansować cywilne kluby hodowli i szkolenia psów dla wojska, aby w roku 1884 założyć własną szkołę w Lechernich koło Berlina. W 1893 roku powstało „Niemieckie Towarzystwo Hodowli Psów Sanitarnych”.

Podczas manewrów w roku 1899 sprawdzano przydatność przekazanych armii przez Towarzystwo absolwentów. Okazało się, że pies w ciągu kilkunastu minut odnajdywał w trudnym terenie rannych, których sanitariusze ominęli. Wkrótce podobne towarzystwa powstały we Włoszech, Szwajcarii, Belgi, Holandii, Szwecji. We Francji w 1911 roku Ministerstwo Wojny założyło w miejscowości  Fontainebleau ośrodek hodowli i tresury psów sanitarnych. Wydało także rozporządzenie na mocy którego w razie mobilizacji każdy oddział ratunkowy zostanie  wyposażony w 4-6 wyszkolonych  czworonożnych pomocników.

Pomysłodawcy szukali psów charakteryzujących się następującymi  cechami:

  • inteligencja,
  • doskonały słuch
  • doskonały węch
  • bystrość
  • spokojny temperament
  • wytrzymałość 

Za najlepsze psy do szkolenia uznano przedstawicieli następujących ras:

  • owczarek niemiecki
  • owczarek szkocki (collie), ale po przodkach pracujących
  • airedale-terrier
  • doberman
  • rottweiler.

Pies zaczynał szkolenie, gdy skończył siedem miesięcy - ćwiczył posłuszeństwo na smyczy. Potem było coraz trudniej. Musiał doskonale czołgać się i skradać, pływać, aportować, a także pokonywać różnorodne przeszkody terenowe nie zwracając uwagi na huk, strzały, kanonady, ani też na ślady dzikich zwierząt. Podczas przeszukiwania terenu nie wolno było mu szczekać, chyba że na komendę. Uczono go przenoszenia meldunków od przewodnika do bazy.

Współczesnie psy ratują ludzi także w cywilu - szukają zaginionych, pomagają w trakcie katastrof i wypadków, a także służą w policji. Źródło: iStockphoto/Thinkstock

Na koniec pies składał egzamin z nabytych umiejętności w zakresie:

  • chodzenia na smyczy
  • zostawania w pozycji leżącej
  • aportowania przedmiotu o wadze jednego kilograma przez przeszkodę o wysokości jednego metra
  • przenoszenia meldunku na odległość do jednego kilometra
  • powrotu do wyznaczonego miejsca
  • wyszukiwania rannych w ciągu dnia
  • wyszukiwania rannych w nocy
  • szczekania przy odnalezionym oraz przynoszenia przewodnikowi elementu jego wyposażenia albo aportu przytroczonego do obroży.

Trenerem mogła zostać tylko taka osoba, która potrafiła skłonić zwierzę do współpracy za pomocą dobrego słowa. Za perfekcyjne opanowanie kolejnych stopni wtajemniczenia ludzki przewodnik dostawał premię. Taki człowiek musiał posiadać również wiedzę weterynaryjną i dbać z wielką starannością o podopiecznego.

Wojna nie oszczędzała żołnierzy, nie oszczędzała zwierząt. Wdzięczni żołnierze uratowani przez czworonożnych sanitariuszy ufundowali im lazaret w Jenie wyposażony w salę operacyjną. Jak to zwykle bywa, doświadczenie zdobyte w obszarze militarnym  zostało w swoim czasie przeniesione do życia cywilnego. Dzisiaj psy szukają zaginionych  dzieci, niepełnosprawnych, staruszków, zasypanych w lawinach, czy pogrzebanych pod gruzami zawalonych po trzęsieniu ziemi domów

 

ŹRÓDŁA:  Stephanitz, Max: Der deutsche Schäferhund in Wort und Bild, Jena 1921, s. 365-372;  http://community-2.webtv.net; Łowiec polski, nr 16, 1899, s. 11; Łowiec polski, nr 12, 1913,s. 191; Htm. I.G. Berdez: „Anleitung zur Dressur und Verwendung des Sanitätshundes”,  Bern 1903, s. 7;