Babciu, mam kota ... cz. XIII

Źródło: Redakcja

Marcel zaraz po wejściu do słabo oświetlonego pomieszczenia został w jakiś sposób poprowadzony we właściwym kierunku i po kilku krokach poczuł się jakby go coś wewnętrznie „przewietrzyło”. Zaraz po tym, zdziwiony odczuwaniem niesamowitej świeżości, wychodził tuż obok siedzącego przy murze Cezara.

-Jak ci się podobało?- spytał kot.

-Rewelacja!- Marcel nie mógł się nadziwić, jak to się stało, że bez zastosowania zwyczajowego sposobu pozbył się uczucia pełności w pęcherzu. I na dodatek poczuł się wyjątkowo czysty, zwłaszcza ręce, które już od dłuższego czasu aż prosiły się o wodę z mydłem. Jego zdziwienie nie miało granic.

Zaraz za nim wyleciał Bąbel i krzyknął –Patrz! Ale mnie wyprało! Ja cię kręcę!

-Może teraz powinieneś się nazwać Puchatek? He, He.- zaśmiał się Marcel –Podoba mi się taka łazienka.

-Skoro już panowie się odświeżyli, to zapraszam na poczęstunek. Widzicie te okrągłe szybki? Przyłóżcie do nich prawe dłonie.

W równych, półtorametrowych odstępach, na wysokości, też około półtora metra, znajdowały się podświetlone na niebiesko szybki.

Znów Marcel jako pierwszy przytknął dłoń do wybranej szybki i momentalnie, tuż poniżej, wysunął się blat, na którym znajdowały się trzy małe talerzyki i kubek. Na każdym talerzyku leżało coś na kształt przekrojonej na pół, niewielkiej piłki, każda w innym kolorze.

-Smacznego.- powiedział kot i sam stanął na innej, niebieskiej szybce, umieszczonej w podłodze. Przed nim pojawiła się miska wypełniona różnokolorowymi, małymi kuleczkami.

Posiłek został spożyty w ciszy i skupieniu, bo okazał się wyjątkowo smaczny. Zarówno konsystencje, jak i smaki dla każdego były idealnie dopasowane. Bąbel posilał się przy Marcelu i aż mruczał przy tym z zadowolenia.

Gdy skończyli jeść, blaty wsunęły się z powrotem na swoje miejsca, a pod szybkami zgasło podświetlenie i przestały być widoczne.

-Cezarze, jestem pod wrażeniem.- powiedział Marcel z uznaniem.

-Bardzo mi miło.- kot jeszcze oblizywał wąsy –A teraz, skoro mamy to już za sobą, zapraszam dalej.

Cezar przeszedł dostojnym krokiem obok chłopców i zatrzymał się przed ogromną bramą. Zaczekał aż wszyscy ustawią się za nim, po czym podszedł do łączenia obu skrzydeł, stanął na dwóch łapkach i dwiema przednimi oparł się o drzwi. Wysokie na jakieś trzy i pół metra wrota bez najmniejszego szmeru ustąpiły pod „naporem” i z wolna zaczęły się otwierać. Kot usiadł w miejscu, gdzie stał i do momentu aż nie otworzyły się całkowicie, czekał bez najmniejszego poruszenia. Dopiero, gdy wejście zostało otwarte na oścież i skrzydła bramy zatrzymały się na bokach, Cezar uniósł lekko głowę i kilka metrów przed nim, na ogromnym zniczu, buchnął w górę olbrzymi płomień.

Kot zapatrzony w ogień powiedział –Teraz możemy podążać dalej. Zapraszam.- i dostojnie, jako pierwszy przekroczył próg Wielkiego Labiryntu. Gdy doszedł do podstawy płonącego znicza, odwrócił się przodem do chłopców i Bąbla i odezwał się oficjalnym tonem.

-Jako pierwsi dostąpiliście zaszczytu przejścia przez Wielki Labirynt. Jest między nami przedstawiciel rasy ludzkiej przybyły z przyszłości, który wcześniej, z wielką pasją, studiował historię naszych czasów. Bardzo nam miło gościć go w Królestwie Prady.- po krótkiej, ale efektownej pauzie dodał –Zaraz otrzymacie pozwolenie na wejście.

Kot zakończył uroczystą przemowę, podszedł do chłopców i usiadł przodem do płomienia.

Po kilku chwilach, na powierzchniach ponad trzymetrowych, połyskujących złotem ścianach, w różnych miejscach, zapłonęły niewielkie pochodnie. Oświetliły dokładnie krótki korytarz, którym goście mieli podążać w kierunku przejścia do pierwszej komory Wielkiego Labiryntu. Podłoga w tym miejscu była jednolita, nieskazitelnie gładka, ale nie można było się na niej poślizgnąć. Odbijała blask płomieni, przez co miejsce to zdawało się być większe niż było naprawdę.

Kot ruszył przodem i gdy ominął ogromny znicz, obejrzał się na swoich gości i powiedział:

-Pamiętajcie, co wam mówiłem.

-Dobrze, dobrze.- Marcel podniósł ręce w geście „wszystko wiem” i pokręcił głową –Ale konspiracja.

Kot też pokręcił głową –Ale malkontent.

-Wszystko słyszałem.- mruknął Marcel.

-To dobrze.

Właśnie podeszli do zamkniętych, też dwuskrzydłowych, ale dużo mniejszych niż wejściowe, wrót.

-Kto je otworzy, będzie musiał rozwiązać zagadkę tej komory.- powiedział Cezar.

-Ale one nie mają klamki.- przyjrzał się Marcel.

-Pchnij je, a wejdziesz.

-To trochę niesprawiedliwe.- odpowiedział chłopiec z wyrzutem –Bąbel nie będzie musiał się głowić.

-On też da radę otworzyć wrota.- odpowiedział kot –Który więc podejmie wyzwanie?

Cisza.

Chłopcy i Bąbel patrzyli tylko jeden na drugiego, wreszcie jako pierwszy zdecydował się Marcel. Pojawiła mu się przed oczami wizja ukazująca, w jakie kłopoty mogą wpaść przez tych dwóch mistrzów.

-Dobrze, ja pierwszy.- stanął przed wejściem, uniósł ręce aby jednocześnie pchnąć oba skrzydła, ale powstrzymał go Bąbel.

-Zaczekaj, może najpierw ja.- zaproponował niepewnie –Na początku powinno być coś łatwego, a przecież ja wiem tyle, co i ty.

Kot usiadł i zwiesił głowę zrezygnowany.

-To może któryś z nas.- bohatersko wystąpił „z szeregu” Kubik. –Coś niecoś wiemy, to przecież nasi dziadowie byli obecni przy wznoszeniu piramid.

Marcel popatrzył krytycznym wzrokiem na braci i spojrzał na Bąbla oczekując pomocy w podjęciu decyzji.

-No co?- Bąbel rozłożył rączki –Na pewno mają jakieś przydatne wiadomości. Samym instynktem mistrza mogliby się kierować. Wiesz, ta atmosfera, te tajemnice, te zagadki … To wszystko razem wzięte już nadaje mózgownicy inny tryb działania. Rozumiesz? W ich żyłach płynie krew z zawartością … tajemnicy. Oni maja to w genach! Oni potrafią …

Marcel jednak nie dał mu dokończyć.

-Jak zaraz mi powiesz, że są naszą jedyną nadzieją, to ci coś wyskubię!- chłopiec stracił cierpliwość.

-To nie powiem.- Bąbel odsunął się od Marcela na metr i niewinnie złożył rączki za sobą.

-Więc, jaka decyzja?- spytał kot podnosząc głowę.

-Niech wybiorą.- Marcel rozłożył ręce.

Bliźniaki złapały się za ręce, później za kolana i zaczęli się poklepywać w dziwnej wyliczance. Robili to coraz szybciej, aż w pewnym momencie Kubik mocno klapnął Barcika otwartą dłonią w czoło. Barcikowi głowa poleciała do tyłu i tracąc równowagę usiadł na podłodze. Wyglądało to trochę jak wstęp do bijatyki, ale pokonany uśmiechnął się i powiedział –Wygrałeś, jesteś lepszy.- pozbierał się z podłogi i stanął obok Marcela. Kubik natomiast ustawił się przed wrotami, uniósł ręce, oparł je na obu ich skrzydłach i pchnął jednocześnie.