Zamiast naszyjnika adresówka

Adresówka – takie małe blaszane „coś”, przypięte do obroży psa lub kota. Podczas chodzenia wydaje denerwujące dźwięki. Tak część właścicieli zwierząt postrzega adresówki. Czy aby nie spłycają ich znaczenia?

Źródło: Shutterstock

Można śmiało zaryzykować stwierdzenie, że wielu właścicieli psów czy kotów nie docenia zalet adresówek. Są one ważnym uzupełnieniem chipów (o których istnieniu nie każdy człowiek wie) i często dzięki nim, zagubione psiaki czy kotki wracają do swoich właścicieli. Jak jednak wybrać adresówkę idealną? Która ma najwięcej zalet, a która najwięcej wad?

Plastik fantastik

Plastikowe adresówki są oczywiście najlżejsze, ale też najbardziej podatne na uszkodzenia. Jeśli naszego zwierzaka rozpiera energia, a ma dostęp do swojej miękkiej, plastikowej adresówki to jej „rozpracowanie” może zająć kilka sekund. Wtedy trzeba kupić kolejną. Dodatkowo imię, adres czy numer telefonu, zapisuje się na papierowej kartce wsuwanej za przezroczysty kawałek plastiku. W przypadku spotkania takiego papieru z wodą (podczas deszczu lub nieplanowanej kąpieli w jeziorze) raczej konieczna będzie wymiana danych na adresówce. Niewątpliwą zaletą plastikowych adresówek jest ich cena - stosunkowo niska w porównaniu z innymi, na przykład metalowymi. Dzięki temu możemy sobie pozwolić na kupno kilku adresatek i ich wymianę w zależności od potrzeb (w poniedziałek czerwona, bo pasuje do naszych czerwonych szpilek, we wtorek zielona do zielonej torebki itd.). Dodatkowo plastikowe adresatki często są teraz zaopatrzone w malutkie LEDowe diody, które można włączyć w dowolnym momencie. Dodatkowego oświetlenia psa nigdy za wiele, zwłaszcza w miejscach słabo widocznych (gdzie psiak może być potrącony lub po prostu zniknąć nam z oczu i się zgubić). Zwykłe plastikowe adresówki można kupić nawet za złotówkę, te z LEDowym światełkiem za około ośmiu złotych.

Metalowy standard

Jednymi z bardziej popularnych adresówek są metalowe, płaskie znaczki przyczepiane do obroży. Mogą być w różnych kształtach – kości, serduszka, budy, psa, kota, słoneczka, kwiatuszka czy zwykłego owalu. Graweruje się na nich imię psa i dane kontaktowe właściciela. Zazwyczaj wycina się je ze stali nierdzewnej, aby nie zaszły rdzą i służyły naszemu pupilowi przez całe jego życie. Oczywiście nie muszą być tylko w dwóch kolorach srebrnym bądź złotym. Jeśli wydamy trochę więcej to mogą być pokryte dowolnym kolorem, a nawet mieć wklejone drobne cyrkonie czy inne ozdobniki. Są droższe od adresówek plastikowych, a ich ceny zaczynają się mniej więcej od dziewięciu złotych. Podczas wybierania takiej adresówki warto zwrócić uwagę czy sprzedawca w cenie produktu oferuje również grawer, bo nie każda firma go wykonuje. Trzeba też uważać na buble. Niestety zazwyczaj im tańszy produkt, tym gorsza jakość. Za mniejsze pieniądze blaszka będzie cieńsza, a przez to podatna na wyginanie. Może też być zrobiona z gorszego materiału (a są różne do wyboru: aluminiowe, mosiężne, niklowane) i z płytszym grawerem, a przez to szybko się porysuje, a nasze dane się zatrą.

Kapsuła
Kolejnym rozwiązaniem są metalowe zawieszki w kształcie tuby. Można je rozkręcić w połowie. W środku są wydrążone, dzięki czemu mają miejsce na schowanie informacji o psiaku. Zazwyczaj wszystkie dane zapisuje się na małej kartce, którą się zwija i wkłada do środka adresatki. Ma kilka wad i zalet. Wśród zalet należy wymienić ładny wygląd. Często takie adresatki są ozdabiane kolorowymi cyrkoniami i wyglądają jak małe psie wisiorki. Dodatkowo nawet po zamoczeniu, kartka schowana w środku pozostaje sucha. Niestety jest też kilka wad. Jeśli ktoś nie wie, że mała, dwucentymetrowa kapsuła jest adresatką, to nie pomoże naszemu pupilowi, jeśli ten się zgubi. Osoba, która znajdzie naszego zwierzaka może uznać, że adresatka to po prostu ładna ozdoba i nigdy jej nie otworzy, a co za tym idzie, nigdy nie odnajdzie właściciela zwierzaka. Zdarzają się też „zdolne” zwierzaki, które tak długo bawią się adresatką, że w końcu ją rozkręcają, a zawartość wypada. Jeśli trafimy na wybrakowany egzemplarz to może się okazać, że sam się będzie rozkręcał podczas noszenia.

Źródło: fot. Tomasz Mońko, www.facebook.com/tomasz.monko

Wariacje na temat

Oczywiście, jako właściciele czworonogów, nie jesteśmy skazani tylko na trzy rodzaje adresatek. Na rynku dostępnych jest szereg mniej popularnych, ale innych produktów. Na przykład adresatka w kształcie serduszka, wykonana ze skóry. Dolna część serduszka zapinana jest na zatrzask. Po otwarciu ukazuje się mała kieszonka, do której można schować karteczkę z danymi właściciela. Osobiście polecam zalaminowanie takiej karteczki, aby przy spotkaniu z wodą nie został z niej mokry fragment nieczytelnej makulatury.

Można też kupić adresówki z pleksi - półprzezroczyste. Są lekko zabarwione na różne kolory, ale jednak wciąż przezroczyste. Również graweruje się na nich napisy i przywiesza tak, jak blaszki do obroży. Są kolorowe, oryginale i niestety łamliwe. Wielu właścicieli narzeka, że adresówki z pleksi szybko pękają i trzeba zainwestować w nowe.

Jeśli się dobrze poszuka, to można znaleźć sklepy, które oferują nałożenie na blaszkę zdjęcia pupila. Wtedy pod zdjęciem zwierzaka można dodać jego imię, a z drugiej strony nasze dane kontaktowe. Pytanie tylko, po co, skoro psiak będący na zdjęciu jest tuż obok?

Są też adresówki udziwniane. Do zwykłej blaszki, powiedzmy w kształcie króliczka, przyczepiane są jeszcze ozdobniki, frędzle, koraliki, dzwoneczki. O ile dzwoneczek ma jeszcze jakieś praktyczne zastosowanie, o tyle pozostałe bibeloty raczej nie bardzo. Mogą przeszkadzać zwierzakowi, zwłaszcza jeśli będą zbyt duże. Mogą też szybko się oderwać jeśli nasz pupil lubi aktywny tryb życia.

Jeśli boisz się natomiast, że mimo iż adresówka będzie wytrzymała, nieścieralna i nie do złamania, to kółeczko, które ja trzyma może się zerwać. Wtedy są dwa wyjścia. Możesz albo założyć dwa kółeczka (na wszelki wypadek), albo kupić adresówkę, którą przymocowuje się bezpośrednio do obroży (przyszywa do niej nićmi).

„Mój pupil nie potrzebuje adresówki”

Jakie by nie były, czy metalowe, czy plastikowe, świecące lub z kryształkami, zakręcane lub płaskie. Cel ich noszenia jest jeden – mają pomóc nam i naszemu pupilowi, kiedy ten się zgubi. Wielu właścicieli czworonogów mówi „mój pies jest tresowany, kiedy go zawołam zawsze przybiegnie”. Niestety pies jest tylko psem i ma swoje instynkty. Jeśli nagle przed psem myśliwskim pojawi się królik, który zamieszkał w pobliskich krzakach, to jest duża szansa, że ten poleci za potencjalną zdobyczą. Nie musi to być nawet królik. Może to być zwykły mruczek z sąsiedztwa. Inną pokusą dla psa może być suczka z cieczką. Czasami nawet trzymanie psa na smyczy może nie wystarczyć. Zwierzak może się wyrwać naszemu dziecku, lub nawet nam, jeśli pozwolimy sobie na chwilę nieuwagi. Ci wszyscy ludzie, którzy w lecznicach dla zwierząt i na przystankach rozwieszają ogłoszenia „zaginął pies”, też myśleli, że to się im nie przydarzy, bo dobrze pilnują swojego zwierzęcia, lub że jest wystarczająco wytresowany. Poza tym nie odnosi się to jedynie do psów. Również koty powinny nosić adresówki, nawet jeśli nie są wypuszczane z domu. Czasami wystarczy chwila nieuwagi. Przyjdą znajomi, rodzina, jest zamieszanie w przedpokoju. Możemy nawet nie zauważyć, kiedy kociak prześlizgnie się miedzy naszymi nogami i ucieknie na klatkę schodową, skuszony jakimś smakowitym zapachem czy zwykłą ciekawością.

Dlatego zanim odrzucicie pomysł przypięcia waszemu pupilowi adresówki, zastanówcie się nad tym dziesięć razy. Czy faktycznie jest to aż taki obciach, albo aż tak duży wydatek, aby zaryzykować bezpowrotne rozstanie z naszym ulubieńcem?