royalcanin

Straszna choroba…

Jakie są korzenie trzymania psów na łańcuchach? Okazuje się, że jest to pozostałość po walce ze wścieklizną. Jeszcze sto lat temu żaden pies nie mógł się czuć na ulicy bezpiecznie, nie tylko z powodu groźnego wirusa. Lokalne władze nie miały litości dla chorych zwierząt, a te, które o chorobę podejrzewano, czekał straszny los.

Źródło: Shutterstock

W kwietniu 1933 roku Lwów i okolice  opanowała epidemia wścieklizny. W ciągu czterech miesięcy w samym mieście zanotowano niespotykaną liczbę ponad 250 wypadków pokąsań ludzi przez chore zwierzęta. Głównym jej rozsadnikiem były: – „...wędrujące z miejsca na miejsce psy, zarażone wścieklizną, a należące przeważnie do kategorii tych, o które nikt nie dba i nie troszczy się, gdzie, kiedy i po co biegają samopas”.  Choć od 1885 roku, gdy po raz pierwszy Ludwik Pasteur skutecznie zastosował antytoksyny do leczenia tej choroby, minęło wiele lat, dalej nie potrafiono  zapobiegać pojawiającym się ogniskom epidemii.

Wścieklizna nękała ludzkość od zarania dziejów. Już starożytni opisali jej objawy u zwierząt i ludzi. Szukali też przyczyn jej powstawania. Grecy uważali, że chorobę tę zsyła na zwierzęta Syriusz, czyli Psia Gwiazda, która wschodziła przed wylewami Nilu oraz przed przesileniem letnim, w okresie najbardziej upalnych dni.

– „Złe pojęcie o Syriuszu przejęli grecy od Egipcjan. Dowodem tego jest łączenie imienia Syriusza z imieniem Anubisa – który to bożek, z głową szakala był bogiem umarłych nad Nilem. Anubis szerzył śmierć wśród ludzi, a Syriusz przez zwierzęta  i ludzi w ramiona śmierci miotał.

Złe demony i duchy Hadesu przez ukąszenie psa dostawały się do mózgu ludzkiego, wywołując u pokąsanego ataki i męki wścieklizny” – pouczały gazety. 

O dziwo minęły wieki a XIX wieczni weterynarze nadal uważali, że jedną z przyczyn powstawania choroby jest... nadmierne gorąco. Aby zapobiegać wściekliźnie radzili: – „nie należy psów zbytnio rozdelikatniać, ani też obchodzić się z nimi bardzo surowo, karmić w miarę i w porę pokarmem właściwie od natury przeznaczonym, nie w zanadto małej lub dużej ilości, nie umieszczać psa w bliskości napalonego pieca, nie kłaść go w ludzką pościel, nie trzymać całymi dniami na kolanach. Za pokarm psom delikatniejszym podawać mięso, mleko, chleb; pospolitym zaś, okrawki z mięsa, kości, chleb  żytni dobrze pieczony, świeżą wodę do picia, zawsze jednak pokarm podawany być ma w niezbyt dużej ilości, łakomstwo bowiem w ogóle szkodliwie oddziaływa na psy. Nie należy zwierząt pozostawiać bez przytułku pod okrytym niebem i wystawiać na niepogody i inne nieprzyjazne wpływy atmosferyczne, a co gorsza, pozostawiać je w tych warunkach bez zaspokojenia głodu lub pragnienia. Dla psa pokojowego dostateczną jest pościel  złożona z siennika nałożonego słomą i położonego na podłodze; dla psów zaś pospolitych ochędożnie utrzymana buda, wysłana czystą słomą, którą od czasu do czasu zmieniać należy. Psom koniecznie potrzebny jest ruch i dlatego należy je wodzić często na spacery a łańcuchowe codziennie nocną porą spuszczać.
Nie utrzymywać psów bez zaspokojenia w właściwym czasie żądzy płciowej, bacząc aby do odpowiedniej cyfry samic, odpowiednią była ilość samców; zbyteczne  bowiem nagromadzenie się rodzaju męskiego około pojedynczej sztuki  żeńskiej wprowadza samce w rozdrażnienie, z którego wścieklizna wywiązać się może.
Przyuczać psy do posłuszeństwa i uważać, aby psy przez wzajemne drażnienie nie irytowały się i dlatego zwracać uwagę potrzeba, aby zwierzęta same bez dozoru  nie biegały po ulicach; najstosowniej zatem pozostawiać je w domu, a wypuszczając na wolność, nakładać kagańce”.

To i tak był postęp w porównaniu do tego, co trzydzieści lat wcześniej właściciel wsi  w powiecie konińskim, radził czynić w tej sprawie. Uważał, że należy: – „młode szczenięta, rodzące się w kwadrze i nowiu, topić, bo wedle czynionych doświadczeń, takie zwykle ulegają wściekliźnie, bez  żadnej widocznej przyczyny”. Wścieklizna, obok cholery i dyfterytu, stanowiła jeszcze dwa wieki temu prawdziwą plagę dziesiątkującą ludność wielu krajów. W związku z tym prymas polski Michał Poniatowski nakazał  w roku 1787 we wszystkich parafiach ogłosić zalecenia królewskiego medyka Krystiana Jakuba de Moneta dotyczące sposobu ratowania ugryzionych przez chorego zwierza.

Doktor de Moneta radził:

  1. na świeżą  ranę przyłożyć mokrego piasku lub ziemi
  2. pić trzy razy dziennie po trzy łyżki  zagrzanego octu piwnego z odrobiną świeżego masła
  3. z tego samego octu robić okłady na ranę póki się nie zagoi
  4. brać godzinne kąpiele w rzece lub stawie
  5. przez dwa tygodnie wystrzegać się „wszelkiej pracy ciężkiej i mordującej, upału słonecznego, gniewu gwałtownego, trunku gorącego, a mianowicie wódki.

Wieś jednak miała swoje własne sposoby. W 1881 roku w okolicach Środy wybuchła wśród psów wścieklizna. Jeden z nich został na rozkaz władz zabity i zakopany. Następnej nocy dwóch parobków wykopało zwierzaka, by wycięte serce, wątrobę i płuca usmażyć w psim tłuszczu. Zaproszeni sąsiedzi chętnie skorzystali z uczty, tym bardziej, że i gorzałka stanęła na stole. Władze policyjne po przeprowadzonym dochodzeniu ustaliły, że według wierzeń ludowych zjedzenie upieczonych wnętrzności psa ma skutecznie chronić przed  zarażeniem się chorobą.

Inną metodą leczenia stosowaną w okolicach Łomży, zarówno u ludzi, jak i zwierząt, było zażywanie sproszkowanego trędownika. W Sandomierskiem leczono wściekliznę  babką wodną. Zaś w Anglii i Niemczech mieszanką sproszkowanych ziół, składających się z mięty polej (ćwierć funta), cząbru ogrodowego ( ćwierć funta) i liści topoli piramidalnej (cztery łuty). Wywarem tym pojono  ludzi oraz zwierzęta.

W Królestwie Polskim w 1902 władze wydały zbiór przepisów weterynaryjno-policyjnych w przedmiocie walki z chorobami zaraźliwymi u zwierząt domowych. Każdy właściciel pod groźbą sankcji sądowej w razie dostrzeżenia objawów wścieklizny miał obowiązek zawiadomić władze oraz zamknąć chore zwierzę przytrzymując  je w odosobnieniu do czasu przybycia weterynarza. Psy i koty uznane przez weterynarza za wściekłe lub też pokąsane przez zwierzęta wściekłe były zabijane. Jednakże na życzenie właściciela psy podejrzane o wściekliznę mogły pozostać pod policyjno-weterynaryjnym nadzorem na uwięzi i w kagańcach na okres 3 miesięcy, z zakazem wyprowadzania poza obręb gospodarstwa. Zabite psy i koty nakazywano zakopywać głęboko.

Jednocześnie przypominano ludziom, jak się zachować w razie spotkania chorego czworonoga: – „Wobec podejrzanego psa, idącego wprost na człowieka, należy się zachować jak najspokojniej (o ile zupełnie pewna ucieczka za jaką zaporę nie jest możliwa). Należy stanąć z założonymi rękoma na piersiach (ukąszenie w rękę jest niebezpieczniejsze, niż w okrytą ubraniem nogę) i pies mnie człowieka, nie rąbiąc mu krzywdy. Wszelki ruch, chód machanie rękoma, zwierzę drażni, to też rzuca się ono, aby ugryźć i pójść dalej”.

Sytuację radykalnie zmieniło wprowadzenie (w roku 1949) obowiązkowych szczepień psów. Liczba zarażonych zwierząt spadła dziesięć lat później do 73 przypadków. Wścieklizna została opanowana, a na pamiątkę  pozostał zwyczaj trzymania psów „dniem i nocą na łańcuchu złożonym z mocnych ogniw a przykutym do obroży”, stanowiący pokłosie administracyjnych zarządzeń dotyczących zapobieganiu chorobie. 

 

ŹRÓDŁA: Wielkopolska Biblioteka Cyfrowa, Władysław Zabiełło, Wobec szerzenia się wścieklizny, Łowiec Polski, Nr 15/1933; Stanisław Koźmian Rejcher, Wścieklizna w pojęciu ludów starożytnych,  Łowiec Polski, Nr 33/1928; Romuald Sobolewski, weterynarz, Objawy wścieklizny u psów i środki zaradcze przeciw niej., w: Józefa Ungra Kalendarz Ilustrowany na rok zwyczajny 1881, Warszawa 1881; R. Ulatowski, Postrzeżenia nad wścieklizną psów, W: Ziemianin, Tom VII, 1852; Goniec Wielkopolski, Nr 240/1886; Gazeta Wielkopolska, Nr 197/1881; Szkółka Niedzielna, Nr 35/1847; Szkółka Niedzielna, Nr 47/1843; Szkółka Niedzielna 5/1852; Prawodawstwo o wściekliźnie, Łowiec Polski, Nr 13/1911; Łowiec Polski Nr 13/1927; Paszporty dla psów, W: Łowiec Polski, Nr 7/1929.